Recenzje Nicole Boldy i Jakuba Blicharza – konkursowych zwycięzców

Publikujemy teksty dwojaga nagrodzonych uczniów w konkursie na najlepszą recenzję teatralną spektakli pokazanych w ramach projektu „Bliżej teatru”.

unnamed

 

Puste ciało. Okazja do namysłu…

Nicole Bolda Ic, II LO w Sopocie

 

W ramach projektu „Bliżej teatru” organizowanego przez Fundację Pomysłodalnia 12 listopada bieżącego roku Sopocki Teatr Tańca przedstawił nam – uczniom II LO w Sopocie, pierwszy akt spektaklu „Puste ciało. Okazja do malutkiej rozpaczy”. Ten niezwykły spektakl odbył się w Teatrze na Plaży.

Mieliśmy okazję poznać życie i twórczość Franza Kafki. Było to bardzo dynamiczne, tajemnicze, ale jednocześnie wymagające skupienia odbiorcy i chęci zrozumienia całego obrazu. Dzieło wyreżyserowali oraz stworzyli piękną i ciekawą choreografię Joanna Czajkowska i Jacek Krawczyk. Na scenie towarzyszyły im Barbara Pędzich oraz Magdalena Wójcik.

Aktorzy bardzo wyraziście przedstawili to, co było ich zamiarem. Chcieli, żebyśmy między innymi zrozumieli, że są w życiu momenty, kiedy w jakiejś określonej grupie ludzi nagle może dojść do odsunięcia jednej z nich, a ostatecznie do usunięcia z danego grona. Wtedy do tej zbiorowości może dołączyć inna osoba, która z biegiem czasu zacznie zastępować tę, która odeszła. Jedyne, czego mi zabrakło  w ich występie – to synchronizacja w licznych częściach tańca. Sama tańczę już wiele lat i wiem, jak trudno jest ją osiągnąć w grupie, lecz jej brak może zniszczyć cały przekaz.

Minimalistyczną i oryginalną, ale zarazem bardzo dopasowaną do historii scenografią zajął się choreograf  we współpracy z Arturem Gołdysem. O muzykę zatroszczył się Mariusz Noskowiak i muszę przyznać, że moim zdaniem była ona najlepszym elementem spektaklu. Zachwycała, budowała napięcie, poczucie lęku, grozy i idealnie odzwierciedlała to, co działo się na scenie. Był moment, w którym „cofano czas” i muzyka bardzo to akcentowała. Innym przykładem może być część, w której wykluczano jedną osobę z danej grupy. Zostało to przedstawione jako zrzucanie jednego aktora z krzesła przez trzech innych i bicie go, przemieszczanie, pozbywanie się. Odegrano to w zwolnionym tempie, precyzyjnie i groźnie – to chyba moja ulubiona scena.

Kostiumy dobrała Agnieszka Puławska. Prezentowały się świetnie.Pojawiały się w nich małe szczegóły, które zmieniały się w czasie tańca, co zdecydowanie wzbogacało przedstawienie i intrygowało odbiorcę. Jeden z nich to motyw butów. Były sceny, w których trójka aktorów nie miała ich, a jeden – tak. Później nagle wszyscy je mieli. To takie drobiazgi, których było więcej, małe i niepozorne, ale jeśli ktoś je dostrzegł, mógł odebrać daną scenę inaczej.

Oświetleniem zaopiekował się Artur Aponowicz. Odegrało ono ogromną rolę, podobał mi się ich dobór i organizacja, bo faktycznie współgrały z całą resztą. W momencie  „cofania czasu” –  dużo się działo, ruch na scenie był nagły, agresywny i przestrzenny,  światła zmieniały się –  z jednej strony gasły i zaraz się pojawiały, jednocześnie znikając po drugiej. Takie zabiegi pobudzają wyobraźnię widza, wpływają  na lepszy odbiór, większe zainteresowanie  odbiorcy.

Po obejrzeniu spektaklu mieliśmy możliwość spotkania się z tancerzami i porozmawiania z nimi, dopytania o niezrozumiałe dla nas motywy lub fragmenty. Wiele nam wyjaśnili, opowiedzieli też o samym Kafce – o tym, jak żył i jaka była jego twórczość, jakie miał poglądy – jak i o samym pomyśle na przedstawienie. Liczną grupę już wtedy zachęcili do przestudiowania życiorysu i dzieł Franza Kafki. Bardzo mi się to podobało, przyjemnie rozmawiało i cieszę się z takiego rozpoczęcia tego projektu. Z wielką chęcią będę uczestniczyła w kolejnych spektaklach powiązanych z Fundacją Pomysłodalnia wraz z Sopockim Teatrem Tańca.

Nord-Ost – kierunek na tragedię

Jakub Blicharz, III LO Sopot

Dla nas Polaków, północny-wschód kojarzy się z dziką i zimną Syberią. Na spektakl poszedłem, nie wiedząc, czego się spodziewać. ,,Nord-Ost” sprawił, że zacząłem się poważnie zastanawiać nad ludzkimi charakterami i nad tym, jak kruche jest ludzkie życie.

Historia trzech kobiet, oparta na akcie terrorystycznym, który wydarzył się naprawdę, jest dobrym materiałem na przedstawienie. Podobało mi się to, że całość była odegrana prosto, a wbiła mnie w fotel, jakbym oglądał jakiś wciągający film. To, co najbardziej zapamiętałem, to gra aktorska. Wszystkie trzy postacie, stworzone zostały przez profesjonalistki z teatru BOTO. Zrobiły one wrażenie nie tylko na mnie, ale pewnie na całej widowni. Było to wyraźnie odczuwalne, gdyż na sali panowała absolutna cisza. Gra wszystkich aktorek była porywająca. Zachwycające było to, jak realistycznie przekazały odczucia swoich bohaterek i zagrały powierzone im role. Każda miała trudną sytuację i żadna się nie poddała. Były to niezłomne osobowości, stawiające pod znakiem zapytania wizerunek kobiet jako słabych. Każda na swój sposób toczyła wewnętrzną walkę, ale w ostatecznym rozrachunku pozostała tylko wola przetrwania i troska o bliskich. Szczególnie jednak spodobała mi się gra pani Justyny Bartoszewicz jako Zury. Umiała wczuć się w rolę zrozpaczonej Czeczenki i świetnie odegrała ostatnią scenę z ewakuacją, którą chyba najbardziej zapamiętałem. Jej zachowanie pokazało, że nawet, jeżeli człowiek pragnie śmierci i jest postawiony w sytuacji, której może nie przeżyć, będzie podświadomie szukał sposobu, by jednak zostać przy życiu.

Co do realizacji, pomysł z mówieniem ról i jednocześnie byciem narratorem był dość zaskakujący jak dla mnie, ale spodobał mi się. Skromność sztuki, brak scenografii (poza metronomami) i mnóstwo uczuć były tymi czynnikami, które spowodowały, że odniosłem pozytywne wrażenie w czasie oglądania spektaklu jak i po wyjściu z teatru. Brak rekwizytów i wystroju na scenie spowodowały, że uwaga oglądającego widza, nie skupiała się wyłącznie na tle, tylko na postaciach. Ten zabieg spowodował, że na pierwszym planie były emocje i uczucia, tak świetnie wyeksponowane przez aktorki. Siedząc na widowni, widz mógł się poczuć jakby był uczestnikiem tych wydarzeń i to z trzech różnych perspektyw.

Podsumowując: krótko, emocjonalnie, z przekazem i w iście mistrzowskim stylu. Jak już powiedziałem, nie mogłem się ruszyć, z zapartym tchem śledziłem losy bohaterek, choć dobrze wiedziałem, jakie będzie zakończenie. Nie poruszyłem tematu negatywnych stron spektaklu, bo w mojej opinii ich po prostu nie było. Całokształt przypominał mi antyczną tragedię zrealizowaną ze współczesnym rozmachem i na wciąż aktualny temat. Dla mnie było to do głębi wstrząsające widowisko, o którym nieprędko zapomnę.