Wybrano najlepsze recenzje wiosennej edycji „Bliżej teatru”

Publikujemy teksty Martyny Klocek i Kamilii Nagórskiej, obie uczennice z III LO, które wygrały w konkursie na najlepszą recenzję teatralną w tegorocznej edycji projektu.

unnamed

 Wspólne oswobodzenie, a może zniewolenie?

Kamila Nagórska

Wolność! Zniewolenie! Namiętność! Niepewność! To tylko parę określeń, które mają naprowadzić oglądającego na temat spektaklu „Wariat i Zakonnica”. Miałam przyjemność obejrzeć go 10 maja 2016 roku w Teatrze na Plaży w Sopocie. Zaskakujące przedstawienie na podstawie dramatu Witkacego o tym samym tytule przełożone zostało na język tańca dzięki Joannie Czajkowskiej. Zadania reżysera, scenografa, choreografa i tytułowego wariata podjął się Jacek Krawczyk, natomiast w roli zakonnicy zobaczyliśmy Dorotę Zielińską. Oprawą muzyczną i kostiumami zajęli się kolejno Karolina Rec, Przemysław Etamski i Magdalena Arłukiewicz.

Spektakl przykuwa uwagę widza poprzez swoją niezwykle skromną scenografię oraz dwie tajemnicze postaci, jedyne, które znajdują się na scenie. Biały kwadrat na podłodze otoczony lampami i czarne zarysy sylwetek to jedyne co jesteśmy w stanie zobaczyć. Dokładnie z pierwszymi odgłosami muzyki jedna z postaci porusza się. Jak się okazuje, jest to młoda kobieta okryta czarnym welonem. Jej ruchy są delikatne i miękkie, jej taniec z pozoru ostrożny. Ma się wrażenie, iż ciało kobiety jest ciekawe, co kryje ów kwadrat. Natomiast druga postać, wariat, odpowiada na jej delikatność szorstkością, kanciaste ruchy ma nieco nieskoordynowane. Podąża za tajemniczą pięknością, starając się wciągnąć ją do swego świata. Lampy rozgrzewają się, przypominając płomyk nadziei, jakby ostatnią szansę dla naszych bohaterów, ujawniając tajemnicę postaci. Zakonnica okryta ślubami czystości i wariat skrępowany kaftanem bezpieczeństwa. Rozpoczyna się ich „dialog”, ona pełna ciekawości przed nieznanym przekracza linię dzielącą ją od niego, ulega, wchodzi do świata wariata. On pełen nadziei stara się ośmielić towarzyszkę, dąży do oswobodzenia z kaftana. Gdy do tego dochodzi, oboje zaczynają się poznawać bliżej. Wariat pomaga zakonnicy zrzucić welon, uwalnia ją od przeszłości. W ich głowach i ciałach zachodzą zmiany, a efekt ten jest potęgowany projekcją przedstawiającą koła zębate wyświetlane za postaciami. Rodząca się miedzy nimi namiętność i więź sprawia, że starają się uwolnić z ograniczeń, jakie są dookoła. Ostatecznie oboje popadają w „obłęd”, zaczynają być niespokojni, przewrażliwieni, nieraz apodyktyczni. Świat zakonnicy zdaje się podupadać, natomiast świat wariata powoli zaczyna powstawać na nowo. Następuje nieznaczna zamiana ról, zakonnica zaczyna być nieco kanciasta, wariat jednak staje się delikatniejszy.

Jest to ich wspólne oswobodzenie, a może zniewolenie? Czy to ona została wciągnięta do jego świata, czy może to on został wyciągnięty z celi? Wariat i zakonnica oszaleli, a może to właśnie oni są normalni? Uważam, że na te pytania każdy musi odpowiedzieć sobie sam, zinterpretować tę szokującą i wciągającą sztukę. Spektakl ten zostawia wiele do myślenia, powoduje że rodzą się pytania, na które czasami trudno jest udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Jednak moim zdaniem te właśnie pytania nadają całości atmosferę tajemniczości, lekkiego zagubienia. Skłaniają do refleksji na temat tego, jak miłość, namiętność, niepewność, ciekawość i chęć bycia blisko drugiego człowieka wyglądają w prawdziwym życiu. Jest to zwariowany spektakl o równie zwariowanej tematyce. Serdecznie zachęcam do udania się na przedstawienie i zagłębienie w świecie Sopockiego Teatru Tańca. Zapraszam także do wysnucia własnych pytań i refleksji na ten temat.

 

Szaleni zakochani

Martyna Klocek

Dwie postaci, kobieta i mężczyzna, oboje nie widzą niczego poza sobą. Zamknięci w czterech ścianach poruszają wiele wątków dotyczących relacji społecznych, religii, a może zwykłej miłości. Spektakl pt. „Wariat i Zakonnica” to gra namiętności pozbawiona słów, stworzona na podstawie dzieła dramatopisarza Stanisława Ignacego Witkiewicza. Przenosi nas w zupełnie inny świat, który znajduje się na deskach teatru. Skłania nas do zastanowienia się nad treścią przekazu oraz do tworzenia nowych interpretacji tego dzieła. Sztukę poświęconą wszystkim wariatom tego świata wyreżyserowali oraz ułożyli choreografię: Izabela Sokołowska i Jacek Krawczyk. W rolę tytułowej Zakonnicy wcieliła się Dorota Zielińska, a jej partnerem był współtwórca scenariusza, Jacek Krawczyk.

W spektaklu poruszane są kwestie zniewolenia i wolności człowieka. Dwie postaci, które znajdują się w środku białego kwadratu umieszczonego na scenie, z każdą chwilą odkrywają siebie nawzajem. Zaczynają przekraczać granice i łamać zasady. Dramat przedstawia drogę relacji między Wariatem a Zakonnicą, która z czasem zmienia się nie do poznania.

Jacek Krawczyk, jako główny bohater, cały czas przyciągał moją uwagę swoim wyrazem twarzy oraz płynnymi ruchami. Jego ubranie było wywrócone na lewą stronę, a prowizoryczny kaftan przypominał krzywo zapięty płaszcz. Cała garderoba aktora była w kolorze czarnym, co pozwoliło nam się bardziej skupić na tanecznym przekazie. Wszystkie ruchy, które wykonywał Wariat, były dokładnie przemyślane i często się powtarzały. Jego taniec pozwolił nam poznać jego emocje oraz wprowadził w tajemniczość tego utworu.

Postać Zakonnicy, którą odegrała Dorota Zielińska, była dość nietypowa. W jej roli został przełamany stereotyp i rutyna. Zakonnica pragnęła miłości i pożądania, którego prawdopodobnie nigdy wcześniej nie otrzymała. Jej strój nie był typowy dla zwykłej Zakonnicy, był bardzo wyzywający. Ubrana w gorset i zwiewną spódnicę, czuła, że nie może pozwolić sobie na to czego by chciała, ponieważ ograniczał ją zakonny habit. Ruchy Zakonnicy przedstawiały sprzeczne emocje. Czasem był to strach przed Wariatem, a czasem zainteresowanie nim. Jej zachowanie wpływało na niepewność widza co do relacji między nią, a Wariatem, przez co też trzymała w napięciu publiczność, aż do samego końca.

Scenografia była bardzo minimalistyczna, co pozwalało skupić się na aktorach. Na środku czarnej sceny rozłożony został biały kwadrat, który symbolizował izolatkę. W tle wyświetlano różne sceny, które przedstawiały sylwetki lekarzy, bohaterów na scenie i obraz umysłu jako mechanizmu. Jednym z atrybutów wykorzystanych przez aktorów był wielki ołówek. Kiedy Wariat trzymał go w dłoni i zaczynał nim rysować w powietrzu, na ekranie pojawiały się jego myśli i gryzmoły. Ekranizacja tych scen pozwalała na zrozumienie teatru tańca. Z taneczną opowieścią Izabeli Sokołowskiej i Jacka Krawczyka idealnie współgrała pełna ostrych dźwięków muzyka Karoliny Rec i Przemysława Etamskiego.

„Wariat i Zakonnica” to spektakl perfekcyjnie przygotowany dla każdego odbiorcy. To interesująco opowiedziana tańcem historia, która wciąga nas do innego świata. Na scenie obserwujemy dojrzewanie relacji damsko-męskich oraz ich konsekwencje. Uwspółcześniona sztuka Witkacego pozwala nam na zobaczenie jego dzieła z innej perspektywy.